„Skazani jesteśmy na śmierć                       

I tylko niektórym wyrok odroczony        

(…)                                                                        

Niesiemy domowi naszemu                             

Ogień słaby i niepewny –

Aby coś zostawić po sobie,

Żeby ci, którzy po nas będą

Od tej iskry zaświecić mogli

Swój nieśmiertelny płomień”

 

  Мы к смерти приговорены,

 И лишь немногим срок отсрочен.

 Живем мы, как во дни войны —

 Миг мимолетен и непрочен.

 Через войну, через тюрьму

 Идя, как от страстей вечерни,

 Несем мы дому своему

 Светильник слабый и неверный —

 Чтобы недаром мы прошли,

 Чтоб те, кто будут жить за нами,

 От искры засветить могли

Свое немеркнущее пламя.

 

Równo 90 lat temu, 7.2.1920 roku w dalekim syberyjskim Irkucku doszło do wydarzenia może nie tak symbolicznie tragicznego, jak zamordowanie 17.7.1918 cara Mikołaja II wraz z najbliższą rodziną : żoną i pięciorgiem dzieci: Olgą, Tatianą, Marią, Anastazją i jedenastoletnim Aleksiejem.

(„
Co uczyniły ci, niewinne dziewice

Czerwona zarazo, żeś,

Brutalnym knutem nienawiści

Zapędziła je do ciemnej piwnicy,

Pod lufy katów,

Do ich Golgoty…”)

 

Jednak w skutkach politycznych rosyjskich i światowych było to wydarzenie znacznie bardziej istotne. Bolszewicy ze swymi sowieckimi sojusznikami eserami (najbardziej najeżona policyjną agenturą partia w historii świata) rozstrzelali 7 lutego 1920 ostatniego Wielkiego Rosjanina pierwszej połowy XX wieku – badacza polarnego, konstruktora, bohatera trzech wojen, dowódcę rosyjskiej Floty Czarnomorskiej i ostatnią realną szansę Rosji na ocalenie przed czerwoną zarazą – Najwyższego Naczelnika Państwa Rosyjskiego - Aleksandra Wasilewicza Kołczaka.

Od 1918 roku podczas „czerwonego terroru” zamordowano tysiące „wrogów nowego porządku” pod rozmaitymi pretekstami, albo i bez nich, dlaczego więc ta zbrodnia ma taką wagę symboliki i znaczenia?

Tego poranka rozstrzelano nie tylko Admirała, ale i nadzieję Rosji na normalność i dobrobyt. Na pokój i dobro w jej granicach.Taki był cel tego morderstwa.


Aleksander Kołczak był synem bohatera obrony Sewastopola w wojnie krymskiej 1854-55, który cudem uniknął śmierci, odnosząc ciężkie rany po Termopilach Kurhanu Małachowa. Odnaleźli go nieprzytomnego w ruinach twierdzy francuscy zdobywcy… Wzięli do niewoli, uratowali życie…

Jego przodek był komendantem dwukrotnie sławnej w historii Polski chocimskiej twierdzy , a jego ród mieszkał na terenie Polski do znamiennej dla nas wszystkich daty 1794 roku.

Taki rodowód zobowiązywał – syn bohatera zostaje oficerem floty, w wieku 25 lat publikując naukowy artykuł, a rok później wyrusza w polarną ekspedycję, w wyniku zaangażowania w nią zostaje członkiem Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. M.in. piechotą przebył lodowiec Oceanu Arktycznego od Wyspy Benetta do ujścia Leny (trasa jak od Gdańska do Helsinek, tylko ciut mniej zamieszkała…). Następnie dowodził polarną ekspedycją ratunkową na saniach ciągniętych przez 160 psów zaprzęgowych (całkiem jak bohater mojego dzieciństwa Roald Amundsen :)
    W 1904 roku opromieniony sławą odkrywcy jedzie do Petersburga, aby zaręczyć się ze swoją przyszłą żoną Zofią. Nie dociera tam jednak, bo na wieść o wybuchu wojny japońskiej uznaje, że jego miejsce jest u boku dowódcy - admirała Makarowa, i jedzie na front, gdzie zostaje dowódcą okrętu wojennego.
Po uznaniu, że najważniejsze znaczenie dla wyniku wojny mają działania na lądzie, prosi o przeniesienie na dowódcę baterii armat 75 mm. Bohaterowi się nie odmawia i aż do upadku 5.1.1905 walczy w obronie Port Artura przed Japończykami. Być może spotkał tam bohatera spod Cuszimy miczmana Wołowickiego , późniejszego niedoszłego Katyńczyka (jednego z nielicznych oficerów, którym udało się przeżyć „ucieczkę do Mandżurii” [jak Stalin wytłumaczył w 1941 gen.Sikorskiemu dziwne zniknięcie w sowieckiej niewoli 22 tys. polskich jeńców]. Kołczak dostaje się ranny do niewoli, wywieziony do Japonii (jaki wielki Polak był wtedy również tam? ), skąd zostaje po 4 miesiącach zwolniony z uwagi na reumatyzm (jak to ciekawie się kiedyś z jeńcami obchodzili, Największy Humanista wyciągnął z tego daleko idące wnioski).
    Po awansie na kapitana pochłaniały go już nie tylko militarne cele – projektował lodołamacze oraz opublikował pracę naukową z zakresu glacjologii.
Przygotował również flotę bałtycką do przyszłej wojny europejskiej, zbliżającej się nieuchronnie po wyrzuceniu z rządu Sergiusza Witte i zamordowaniu przez eserów jego kontynuatora polityki rozsądku Piotra Stołypina (zamachowcy byli związani z policją polityczną - Ochraną, jak większość tej partii prowokatorów).

Podczas wojny 1914 robi oszałamiającą karierę – w nagrodę za doskonałe dowodzenie na Bałtyku w wieku 40 lat zostaje kontradmirałem i dowódcą Floty Morza Czarnego. Planuje decydującą dla tego akwenu operację zdobycia Cieśnin Bosforskiej i Dardanelskiej, na której połamali sobie wcześniej zęby Anglicy, a karierę - Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill.
  Niestety, rewolucja lutowa krzyżuje te plany i mimo, że Admirał uznaje jako pierwszy Rząd Tymczasowy nieudacznika Kiereńskiego (taki rosyjski Mikołajczyk, tylko bardziej szkodliwy) ten ostatni za próby utrzymania dyscypliny na zbuntowanych statkach odwołuje go ze stanowiska w Sewastopolu i wysyła w połowie 1917 z misją do USA, obawiając się go jako potencjalnego przewrotowca. Mefistofelskiego Żyda buntującego mu stolicę dla władzy obłąkanego Mongoła nie dostrzegał jako zagrożenia ów „lider”.
   Nieszczęsne narody, które władze dają takim idiotom jak Rydz-Śmigły, Józef Beck, Horthy czy Kiereński. Płacą potem hektolitrami krwi…

Odwołanie Admirała z Krymu miało nieodwracalne następstwa – po przewrocie październikowym bolszewików i rozpędzeniu przez nich Zgromadzenia Ustawodawczego południe Rosji staje się centrum oporu przeciwko władzy rad i popierającego ją krwawego motłochu. Największym niedostatkiem „białego ruchu” staje się brak autorytetu, niekwestionowanego lidera. Jedyny możliwy kandydat znajduje się w dalekiej Ameryce, gdzie otrzymuje ofertę wygodnego i dostatniego życia. Odrzuca ją jednak, bo Ojczyzna jest już na dnie przepaści. Okazać się miało, że to dno jest strasznie muliste…

   Wraca do Rosji przez Japonię. Dociera do Omska, gdzie proponują mu funkcję ministra wojny w tamtejszym rządzie tzw. Dyrektorii. Jako, że ten quasirząd zajmował się bardziej bankietami i wiecowaniem, a nie pracą i walką, zbuntowani oficerowie powołują Kołczaka na dyktatora.
    Po przyjęciu tej władzy (właściwie Mission Imposible, imho), „krzyża” jak to określił sam Kołczak dodając, że „nie pójdzie drogą reakcji ani zgubnej partyjności” (kogo nam przypomina?), podejmuje radykalnie kroki w wojnie z bolszewikami, co skutkuje wielkimi sukcesami militarnymi: zdobyciem całego Uralu, Ufy, Jekatierinburga, Permi, podejściem pod Kazań i Samarę. Niestety błędy w organizacji oraz doborze dowódców ( nie miał wielkiego wyboru), powszechne złodziejstwo i nieuczciwość w jego armii, zbytnia represyjność, okrucieństwa wobec ludności cywilnej doprowadziła do pasma militarnych klęsk. Zachodni sojusznicy, którzy obiecali nieograniczoną pomoc w wojennym zaopatrzeniu, również nie dotrzymali słowa ( skąd MY to znamy? ). Armia poczęła się wycofywać na wschód. Dopiero wtedy inni antybolszewiccy przywódcy - Denikin z Krymu (w miejscu gdzie powinien być Głównodowodzący) i Judenicz z północnego zachodu uznali zwierzchność Admirała nad sobą. Właściwa chwila jednak minęła - Kołczak nie mógł już tego wykorzystać… Za późno! 
   W czerwcu 1919 już po pierwszych porażkach Kołczak odrzucił propozycję fińskiego marszałka Mannerheima ( suominski Piłsudski, na szczęście dla nich żył o 16 lat dłużej) zajęcia Piotrogrodu. Dla wielkiego patrioty ewentualność zajęcia stolicy przez armię obcych, w dodatku niezbyt cenionych w Rosji Finów był dyshonorem nie do zniesienia. Szkoda, zmieniłoby to sytuację wojny domowej, Leninowi zostałaby tylko Moskwa i to z podchodzącymi doń wojskami Denikina. Po odrzuceniu Kołczaka, grabiący niemiłosiernie miejscową ludność denikinowcy zostaną odepchnięci przez kawalerię Budionnego.

Wypierany ciągle na wschód Admirał miał ze sobą obosieczny miecz – skarb w postaci wielkich rezerw rosyjskiego złota. Mógł uratować Rosję, ale miał ją zgubić. Wchodzący w skład wojsk Kołczaka niewykorzystywany na froncie Korpus Czechosłowacki („walczył” w jego składzie autor i zapewne pierwowzór najsłynniejszego wojaka światowej literatury - Jaroslav Hašek) połakomił się na to złoto i w zamian za prawo bezpiecznego powrotu do domu (pewnie z „pamiątkami“ z tegoż skarbu) wydał je zwyciężającym bolszewikom. Wkrótce, bo 15.1.1920 Czesi aresztowali zdradziecko będącego na ich łasce swojego Naczelnego Dowódcę i wydali do razem ze złotem Sowietom, którzy w międzyczasie opanowali podstępem Irkuck. Hańbę tę zaakceptował dowódca interwencyjnych wojsk francuskich - gen. Janin , mający do Admirała osobistą urazę.Tak to bracia czescy wojowali z bolszewikami. (Dla satysfakcji historycznej przypomnę, że ci im podziękowali w 1948 i w 1968).

7 lutego 1920 wczesnym świtem po trwających 2 tygodnie przesłuchaniach Aleksander Wasilewicz Kołczak i premier jego rządu Wiktor Nikołajewicz Piepieliajew zostali zabici strzałami w tył głowy ( skąd my to znamy? ), a ich ciała zostały wrzucone do przerębli (za zimno było na kopanie grobów).

Jeszcze jedno polonicum – szyfrowana depesza do naczelnika Oddziału Specjalnego Rady Rewolucyjnej 5 armii bolszewickiej – do Bermana Matwieja, syna Dawida. Jak to znajomo brzmi w latach 1944-56, a nawet 1993-2005, jeśli się przypomni, jakie nazwisko nosił wuj Marka Borowskiego... [1920 - 05
февраля. Получена шифрованная записка в реввоенсовет 5-й армии (Передано через Склянского начальнику Особого отдела Берману Матвею Давыдовичу].

Symptomatyczne, że dokładnie po 20 latach od zamordowania Admirała i oddanych jego sprawie ludzi, w taki sam sposób ta sama władza postąpiła z innymi jeńcami, których duża część była dawnymi towarzyszami broni wielkiego Kołczaka z armii rosyjskiej.

Ich wartościami również były Honor i Ojczyzna , nawet hasło białogwardzisci mieli podobne : „Życie - Ojczyźnie (oddamy), honor – nikomu”.