Szczerze polecam czytaną jeszcze przez mnie książkę Władimira Bieszanowa (pardon le mot, za podaną w tytule notki angielską pisownię rosyjskiego nazwiska autora, tak mam wybite na okładce i na pierwszej stronie w Polsce wydanej pracy - ukłony dla pewnej purystki językowej X. )
Cenię osobiście okoliczność, że bardzo dokładnymi, skrupulatnymi antysowietczykami (tj. ludźmi wrogo, czyli słusznie odnoszący się do totalitarnego, zbrodniczego imperium) bywają często właśnie Rosjanie. Mimo, że to bardzo trudne w Rosji i niektórych państwach byłego ZSRR, np. Białorusi, gdzie w Brześciu mieszka autor omawianej książki. Rosyjska wikipedia o autorze.
„Czerwony Blitzkrieg” przypomina tematem „Lodołamacz” Suworowa , ale jest bardziej a raczej wyłącznie oparty na wydarzeniach historycznych. Obejmuje zagadnienie zachodnich, oczywiście spornych, granic sowieckiego imperium od ich powstania w okresie porewolucyjnej wojny domowej 1917-20 oraz ich Anschlusu (w sowieckiej nowomowie „wyzwolenia” i „zjednoczenia z rodziną bratnich narodów) do ZSRR w latach 1939-40 i okoliczności w jakich dokonał – wojny polsko-niemieckiej 1939 r., poprzedzającego ją paktu Ribbentroop-Mołotow, stopniowego procesu uzależniania i wchłaniania państw nadbałtyckich oraz oderwania od Rumunii Mołdawii.
Stamtąd i ówczesny wierszyk, już przetłumaczony:
Jakże bezsilne są słowa śpiewaków
Przed nami jedenaście krajów – bliźniaków.
Bliźniacy radośni, przepełnieni słońcem
Konstytucja ich matką, a Stalin – ojcem.
Stalin dba o nich i drogę wskazuje
Mocarne bractwo narodów buduje.
Dowiedziałem się z niej wielu ciekawych rzeczy, m.in. że Jerzy Matuszyński, konsul generalny RP w Kijowie, po 17.09.1939 zaginął bez wieści. Może ktoś zna jego dalsze losy?
Znalazłem kilka uwag wymagających korekt, np. na str.161 nieścisłość: „w Wilnie swoje posiedzenia odbywał rząd robotniczo-chłopski Vincasa Mickievićiusa-Kapsukasa, powołany 16.12.1918 r.”
- Otóż rząd, nazywanego w nowomowie bolszewickiej, Litbieł-a (od Litwa i Białoruś) powstał z inicjatywy litewskich komunistów 8.12.1918 w Moskwie, a ogłosił się manifestem 16.12.1918 w mieście Dźwińsk (obecnie Daugavpils).
(Rus.wikipedia: 4.12.1918 Центральное бюро литовской секции РКП (б) в Москве постановило создать литовское временное революционное правительство. 8.12.1918 было сформировано Временное революционное рабоче-крестьянское правительство Литвы (Lietuvos laikinoji revoliucinė darbininkų ir valstiečių vyriausybė) под председательством Винцаса Мицкявичюса-Капсукаса. Местонахождением правительства 16.12.1918 – 7.01.1919 был занятый красными частями Двинск)
Na str. 90 : „od południa na Wilno nacierała 20.Brygada Zmechanizowana” mimo, że opis dotyczy szturmu i bohaterskiej obrony Grodna. Ale za ten rzeczowy i obiektywny fragment należy się autorowi z Białorusi szczególne uznanie.
Na str.43 jest błędnie podane nazwisko szefa sztabu niemieckiego OKH – Franza Haldera, wynikające z nieprzetłumaczenia rosyjskiej wersji tego nazwiska na polską (jednakową z niemiecką).
(dotyczy wydania z 2008 r. INICJAŁ )
Mimo kilku jeszcze innych nieścisłości i literówek to warta przeczytania praca o bezwzględnej konsumpcji przez Stalina skutków paktu z Hitlerem z dn. 23.08.1939. Oraz o ówczesnych zachowaniach władz Polski, nierzadko niestety kompromitującym, a nawet hańbiącym. A także o decyzjach „racjonalnych” rządów państw bałtyckich i Rumunii.
Zapraszam do lektury (poniżej fragmentów)
FRAGMENTY „CZERWONY BLITZKRIEG” :
Swoje zadanie ministra spraw zagranicznych
widziałem w maksymalnym poszerzeniu
granic naszej Ojczyzny.
Wydaje mi się, że wspólnie ze Stalinem
całkiem nieźle wywiązaliśmy się
z tego zadania.
W. M. Mołotow
Tym jednym zdaniem wszechzwiązkowy emeryt W. M. Mołotow, wspominając wydarzenia dawnych lat, scharakteryzował istotę bolszewickiej polityki wewnętrznej i zagranicznej, polityki, której niezmiennym celem było utworzenie Wszechświatowej Republiki Rad. Temu celowi wielki dyktator XX wieku J. W. Stalin poświęcił całe swoje życie, do tego celu dążył powoli i z uporem przez lata. W imię tej fantazji rozegrała się tragedia kolektywizacji i dokonały cuda industrializacji, grabiono cerkwie, Komintern wydawał miliony rubli, sprzedawano żywność, kupowano armaty, przeprowadzano czystki, pokonywano rekordy, niszczono opozycję, gnili w kopalniach „kaerzy” [od red: ros. kaer - kontrrewolucjonier], zawierano oraz zrywano sojusze i umowy, a że „zjednoczenie narodów pod sztandarem socjalizmu” nie jest możliwe „bez uporczywej walki socjalistycznych republik z zacofanymi państwami”, fabryki opuszczały tysiące samolotów i czołgów. Natomiast wezwania o pokój, „wspólne bezpieczeństwo”, histeria z obroną ojczyzny to - jak mówił Józef Wissarionowicz - „Mydlenie oczu, mydlenie... Wszystkie państwa tak robią”.
Dopiero gdy patrzy się przez pryzmat tego wyśnionego Celu, zrozumiała staje się logika podejmowanych przed wojną decyzji i czynów Wodza Wszystkich Narodów. Dopiero wówczas nabierają sensu umowy z kolejnym dyktatorem, zawziętym wrogiem komunizmu Adolfem Hitlerem - umowy, które odmieniły losy świata. Symbolem całego pakietu dokumentów, jakie po dziś dzień nie zostały dopuszczone do badań, a być może nawet już i nie istnieją, stał się sowiecko-niemiecki pakt o nieagresji, podpisany 23 sierpnia 1939 roku.
Uczeni mężowie z Instytutu Historii Powszechnej Akademii Nauk ZSRR przez prawie pół wieku wychwalali mądrość i dalekowzroczność podjętej wówczas decyzji, która pozwalała, „w oparciu o leninowskie zasady polityki zagranicznej oraz dzięki wykorzystaniu sprzeczności imperializmu, podważyć podstępne plany podżegaczy wojennych”. Podpisanie paktu o nieagresji „obnażyło głęboki rozpad świata kapitalistycznego”, pozwoliło na odroczenie niemieckiej napaści i znaczne przesunięcie granicy sowieckiej na zachód, a tym samym na poważne wzmocnienie bezpieczeństwa państwa. (...)
SPISEK
Krach wersalskiego ładu politycznego, upamiętniony podpisaniem układu w Monachium we wrześniu 1938 roku, nieuchronnie prowadził do kolejnego konfliktu zbrojnego między ówczesnymi mocarstwami, i to zarówno tymi rzeczywistymi, jak i pragnącymi tylko odgrywać taką rolę. Zbyt wielu obrońców pokoju tak naprawdę dążyło do wojny: Niemcy, Włochy. Japonia, Stany Zjednoczone i, oczywiście, Związek Sowiecki. W planach Fuehrera niemieckiego narodu, przekonanego do strategii „blitzkriegu”, było pokonanie kolejnych przeciwników i ustanowienie tysiącletniej hegemonii Trzeciej Rzeczy; skromny radziecki Gensek [od red.: Gieneralnyj Sekrietar’ - Sekretarz Generalny] J. W. Stalin oraz amerykański prezydent F. D. Roosevelt, którym wojna w Europie była jak najbardziej na rękę, czekali na dogodny moment do rozstrzygnięcia sporu o wpływy w świecie. Własne plany mieli japoński Mikado i włoski Duce. Świat skazany był na zagładę. (...)
Po czterech dniach do Moskwy przyleciał „superdyplomata” Joachim von Ribbentrop, a podczas rozmów ze Stalinem i Mołotowem, w nocy z 23 na 24 sierpnia, został podpisany standardowy pakt o nieagresji (kuriozalny był tu już sam fakt podpisania umowy o „nieagresji” między państwami niemającymi wspólnej granicy - jak na razie) na okres 10 lat (w Londynie w tym dniu bezskutecznie oczekiwano na przylot Hermana Goeringa z podobną misją) i, co najważniejsze, dodatkowy protokół do niego, określający sowiecką część „tortu”: (...)
Według Trockiego „Przymierze z Hitlerem dało Stalinowi to, co było dla niego najważniejsze: poczucie spełnionej zemsty. Prowadzić wojskowe negocjacje z nazistami podczas obecności w Moskwie misji wojskowych Francji i Anglii, oszukać Londyn i Paryż, nieoczekiwanie sfinalizować pakt z Hitlerem - w tym wszystkim widać chęć poniżenia rządu Anglii, zemsty za te poniżenia, które spotkały Kreml, gdy Chamberlain rozwijał swój nieudany romans z Hitlerem”.
Lecz cóż, Adolf Alojzowicz istotnie był człowiekiem sympatycznym, można było go zrozumieć, nie to, co jakichś tam Daladierów. A jaka zbieżność światopoglądów: „Tylko durnie twierdzą, że rewolucja nie została zakończona. Niestety, w naszym ruchu wiele osób uważa, ze rewolucja to ciągły chaos (...) Najważniejsze - dobrać ludzi, którzy ze ślepą wiarą wdrażać będą w życie decyzje rządu. Partia - to swojego rodzaju zakon (...) Fuehrer może być tylko jeden (...) Musimy zewrzeć szeregi partyjne. Nie mamy prawa walczyć ze sobą (...) Dlatego kończmy niepotrzebne dyskusje!” A jak sprytnie Fuehrer zorganizował swoim „starym bojownikom” „noc długich noży”! Cokolwiek by powiedzieć, Hitler to „wielki strateg rewolucji”.
Ribbentrop wspominał później, że wśród kremlowskich bolszewików czuł się jak w gronie starych towarzyszy partyjnych. (...)
Obaj dyktatorzy byli zadowoleni z siebie, i z przeciwników. Nawet bardzo.
„Cały świat mam teraz w kieszeni!” - krzyczał, bijąc pięścią w stół, Hitler. Już wydał rozkaz zaatakowania Polski. „Wygląda na to, że wyprowadziliśmy ich w pole” - powiedział z zadowoleniem Stalin. On podliczył już polityczne profity. (...)
MARSZ WYZWOLEŃCZY
Spór Słowian
Również bolszewicy nie przepadali za niepodległą Polską. I to bardzo mocno. Tuż po październikowym przewrocie, po ogłoszeniu prawa narodów do samostanowienia, leninowskie władze przystąpiły do sowietyzacji wszystkich ziem wchodzących wcześniej w skład rosyjskiego imperium. Polskich patriotów, walczących o odrodzenie, na zgliszczach carskiego mocarstwa, swego państwa, które przestało istnieć po rozbiorze Rzeczypospolitej w 1795 roku, od razu zaliczono do „kontry”.
Już w styczniu 1918 roku WCzK rozpoczęła skierowaną przeciwko Polakom politykę terroru. W ramach Stawki została powołana komisja specjalna „do walki z polskimi kontrrewolucyjnymi wojskami”, której podstawowym zadaniem było „likwidowanie kontrrewolucyjnych prowodyrów w polskich oddziałach”. Nawet z tego krótkiego przytoczenia wynika, że „prowodyrami” była większość Polaków. Dlatego też „komisja uznała za możliwe postawienie całego wojska polskiego poza prawem”.
28 stycznia wojskowy kontrwywiad donosił Feliksowi Dzierżyńskiemu: „W walczących z kontrrewolucją oddziałach frontowych wydzielono do walki z Polakami i Rumunami kilka batalionów. Płacimy po 12 rubli za dzień i dobrze karmimy. Z wysłanych przeciwko legionistom jednostek najemników zostały sformowane dwie drużyny: jedna składająca się z najlepszych strzelców, przeznaczona do rozstrzeliwania Polaków-oficerów, druga, składająca się z Litwinów i Łotyszy, do niszczenia zapasów żywności w Witebskiej, Mińskiej i Mochylewskiej gub., w miejscach koncentracji polskich jednostek. Niektórzy miejscowi chłopi również wyrazili chęć napadania na Polaków i ich likwidowania”.
Mowa tu nie o Polskiej Armii, której przecież jeszcze nie było, lecz o „zbuntowanym” korpusie generała Józefa Dowbór-Muśnickiego.
Polscy generałowie do końca 1938 roku podstawową uwagę kierowali na opracowywanie planów wojny przeciwko Sowietom. Dopiero gdy Fuehrer zażądał zwrotu Gdańska, gdy zerwał pakt o nieagresji i zaproponował „globalne uregulowanie” stosunków, zaczęto myśleć poważnie o wojnie z Niemcami, do końca jednak licząc, że Anglia i Francja „nie dopuszczą”, a Hitler „nie zdecyduje się” - trzeba z nim jedynie postępować ostrożniej. „To nie Niemcy, lecz Polacy wtargną w głąb Niemiec w pierwszych dniach wojny!” - ogłosił hardo w Paryżu poseł Juliusz Łukasiewicz. (...)
W Warszawie uważano, że jeśli Armia Czerwona przyjdzie z pomocą, to usunięcie jej będzie niemożliwe. „Komunizacji” państwa władze polskie obawiały się bardziej niż jakiejkolwiek napaści. „Niezależnie od następstw - oświadczył Naczelny Inspektor Sił Zbrojnych Edward Rydz-Śmigły - ani jedna piędź polskiej ziemi nie będzie zajęta przez wojska rosyjskie. Doprowadziłoby to do okupacji części kraju i naszej pełnej zależności od Sowietów”.
Białoruś ukochana
Na prawym skrzydle Frontu Białoruskiego od granicy łotewskiej do Begomla została rozwinięta 3. Armia, której zadaniem było zajęcie Wilna. Główne uderzenie miały przeprowadzić 4. Korpus Strzelecki (50. i 27. Dywizje Strzeleckie) oraz grupa szybka, w skład której weszły 24. Dywizja Kawalerii i 22. Brygada Czołgów (219 czołgów T-20), kierowana przez dowódcę dywizji kombriga P. Achlustina. Sowieckie jednostki szybko pokonały polską straż graniczną, zabiły 21 i wzięły do niewoli 102 żołnierzy, i już po godzinie ósmej rano 18 września grupa zajęła Dokszyce, a do osiemnastej - Duniłowicze. Tu z braku paliwa czołgi zatrzymały się: chwacki komdiw-kawalerzysta odmówił przepuszczenia przed sławnymi jeźdźcami kolumny zaopatrzenia brygady czołgów. Daleko w tyle pozostała piechota. 27. Omska Dywizja Strzelecka imienia „Włoskiego Proletariatu” zajęła o godzinie dwunastej Parafianowo i dotarła do rzeki Serwecz, 50. Dywizja Strzelecka zajęła Królewszczyznę.
Z nieba „stalinowskie sokoły” szczodrze rozrzucały paczki z „Odezwą dowódcy Frontu Białoruskiego”. Ulotki miały wyraźny antypolski i antyniemiecki charakter i z pewnością by się nie spodobały Ribbentropowi:
Bracia Białorusini!
Prawie od dwudziestu lat znajdujecie się po jarzmem polskich panów, obszarników i kapitalistów. To oni zabrali wam ziemię, przynosząc wam nędzę i głód. Ziemie białoruskich i ukraińskich chłopów zasiedlane są przed polskich obszarników, osadników, wojskowych kolonistów. Duszono was ogromnymi podatkami i kontrybucjami. Obszarnicy czynili wszystko, aby Was, sumiennych białoruskich ludzi pracy, uczynić nędzarzami. Panowie i obszarnicy wysysają z was ostatnie krople krwi... (...)
W te śmiertelnie niebezpieczne dla Was dni, bracia Białorusini, Wielki Naród sowiecki wyciąga do was rękę z pomocą. Idzie wam na pomoc niezwyciężona Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona, aby na zawsze wyzwolić Was od uzależnienia od panów, obszarników i kapitalistów, aby na zawsze wyzwolić Was i Wasze rodziny od niebezpieczeństwa zniszczenia ze strony wrogów białoruskiego narodu.
Bracia Białorusini! Pomagajcie oddziałom Armii Czerwonej, która niesie Wam wyzwolenie spod jarzma panów, obszarników i kapitalistów. Niszczcie naszych wrogów, występujących z bronią w ręku przeciwko oddziałom Armii Czerwonej.
Braterskie pozdrowienia śle Wam szczęśliwy naród kwitnącej Sowieckiej Białorusi.
Po południu 19 września gruchnęła wiadomość, że sowieckie czołgi znajdują się niedaleko od Grodna. Co prawda atak oczekiwany był ze wschodu, od strony Wilna i Lidy, ale Rosjanie, zastosowawszy wojskowy „fortel”, podeszli do miasta od południa. Było to na rękę obrońcom, gdyż atakujący musieli najpierw forsować Niemen i lądować na prawym, bardzo niedogodnym z wojskowego punktu widzenia brzegu.
Jednostki 15. Korpusu Czołgów ruszały na cel falami, w miarę tankowania paliwa. Jako pierwsi rankiem 20 września ruszyło na Grodno 50 „beteszek” [czołgów BT] 27. Brygady Czołgów. Czołgiści zaatakowali przeciwnika z marszu i przerwawszy słabą obronę na południowym przedmieściu, wyszli na Niemen. Niektórym czołgom dowodzonym przez majora F. I. Kwitko udało się przedostać się do centrum miasta, na plac Wolności. „Czerwone flagi łopotały nad nimi - wspominali naoczni świadkowie - do pierwszego czołgu przyczepiony był bukiet kwiatów. Gdzieś tam witano ich kwiatami, ale nie w Grodnie”.
Ocknąwszy się po chwilowym zaskoczeniu nagłym pojawieniem się, dosłownie pod oknami, bojowych pojazdów sowieckich, ludzie wyszli na ulice. Ale nie po to, by uczestniczyć w świątecznym mityngu. Pozostawione bez wsparcia piechoty czołgi zaatakowali ze wszystkich stron żołnierze, policjanci i młodzież, wykorzystujący małokalibrową broń, którą można było policzyć na palcach, oraz butelkowe „granaty” - te trzymali prawie wszyscy gimnazjaliści. Pomimo nieprzerwanego ognia, czołgi zapalały się jeden po drugim. BT dowódcy wybuchł wraz z załogą.
„Rzucaliśmy granatami i strzelali z karabinów, by ściągnąć ogień na siebie - wspominał uczestnik walk, polski sierżant Alojzy Tauduł. - Lotnicy (z naziemnych służb 5. Pułku Lotniczego), wykorzystawszy moment, biegiem rzucili się do czołgu. (...)
Na Polesiu zostały rozwinięte wojska 23. Strzeleckiego Korpusu (52. Strzelecka Dywizja oraz okręty Dnieprowskiej Flotylli) komdiwa S. D. Akimowa, którym wydano zakaz przekraczania granicy aż do otrzymania specjalnego rozkazu. Korpus przyłączył się do „Wyzwoleńczego Marszu” dopiero wieczorem 18 września, uderzając we flankę i tyły Grupy Operacyjnej „Polesie” generała Kleeberga (o jej istnieniu sowieckie dowództwo nie miało zresztą pojęcia). W skład zgrupowania wchodziły Dywizja Piechoty „Kobryń” (siedem batalionów piechoty, dwa baony haubic), Podlaska Brygada Kawalerii oraz Pińska Flotylla Rzeczna, licząca 102 jednostki bojowe i pomocnicze. Główną siłę uderzeniową flotylli tworzyły cztery monitory typu „Warszawa” oraz dwa typu „Kraków”.
Tuż przy samej sowieckiej granicy, w Dawidgródku, od 15 września mieścił się ewakuowany z Warszawy sztab Korpusu Ochrony Pogranicza kierowany przez generał Wilhelma Orlik-Rueckemanna, któremu nominalnie podlegały wszystkie jednostki broniące granicy państwowej. Jednak realną łączność generał utrzymywał jedynie z brygadą KOP „Kleck” oraz pułkiem KOP „Sarny”.
17 września około godziny piątej rano do dowództwa KOP dotarła wiadomość, że sowieckie wojska przeszły granicę i zaatakowały strażnice. „Nie tylko od chwili ogłoszenia ogólnej mobilizacji, lecz i do końca wojny kierownictwo KOP nie otrzymało ani jednej dyrektywy lub rozkazu, co mamy czynić w przypadku wojny z Niemcami lub wojny na dwa fronty” - wskazywał w doniesieniu Rueckemann. Przez cały ten czas Korpus Ochrony Pogranicza spełniał rolę odwodów, niezbędnych do formowania nowych jednostek wojskowych.
Niemniej na zapytania dowódców generał bez wahania wydał rozkaz organizowania obrony i okazania oporu przeciwnikowi, choć doskonale wiedział, że straż graniczna nie jest w stanie powstrzymać naporu Armii Czerwonej. Bardziej liczył na danie czasu jednostkom Wojska Polskiego rozmieszczonym na Polesiu na przygotowanie działań wojskowych przeciwko nowemu wrogowi. Jednak nie udało mu się nawiązać łączności z generałem Kleebergiem. Równocześnie do sztabu Grupy Operacyjnej „Polesie” wiadomość o sowieckim wtargnięciu dotarła od dowódcy brygady KOP, podpułkownika Różyckiego-Kołodziejczyka. Generał Kleeberg, który doskonale znał słabość i małą liczebność oddziałów straży, wydał rozkaz stawiania jak najdłuższego oporu, a w przypadku przegranej odstępowania na zachód. Z braku łączności, obydwa znaczące zgrupowania (KOP, liczącym prawie 7000 osób oraz zgrupowanie „Polesie”) działały niezależnie od siebie.
Żołnierze KOP, mimo przytłaczającej przewagi oddziałów Armii Czerwonej, stawili jej zdecydowany opór. I tak batalion „Ludwikowo” pod dowództwem kapitana Andrzeja Szumlińskiego, liczący 700 żołnierzy, z których 100 nigdy nie trzymało w rękach broni, prowadził bój do godziny 15:00 i nie oddał pozycji, póki nie otrzymał rozkaz wycofania się do Łunińca. Jego straty wyniosły 8 zabitych, 9 rannych; 7 trafiło do niewoli. W stronę Łunińca z zamiarem połączenia się z Brygadą „Polesie” przedzierał się przez lasy również batalion „Kleck”. Jednostki KOP były spychane na południe, nie straciły jednak wartości bojowej i poddawać się nie zamierzały.
Generał Kleeberg postanowił bronić się powierzonymi mu siłami do końca - rozwinął je w kierunku północnym, wykorzystując naturalne warunki terenu. W nocy z 17 na 18 września wydał ogólny rozkaz o obronie Polesia na linii Kobryń - Pińsk - Łuniniec. (...)
Ukraina ukochana
Również wojska Frontu Ukraińskiego przeszły granicę państwową i rozpoczęły marsz w głąb Polski. Ne terytorium Zachodniej Ukraina armia polska prawie nie okazała oporu z zasadniczej przyczyny - rozkazu marszałka Rydza-Śmigłego. Oddziały te miały także szansę na przejście do Rumunii. (...)
W pasie działania 6. Armii (17. Strzelecki i 2. Korpus Kawalerii - 80 834 żołnierzy, 630 dział i moździerzy, 675 czołgów) grupa szturmowa straży granicznej i czerwonoarmistów o 4:00 rano 17 września zdobyła most w Wołoczyskach. Pół godziny później artyleria 17. Korpusu Strzeleckiego zaatakowała obiekty wroga rozłożone na przeciwległym brzegu rzeki Zbrucz, wykorzystując zdobyty most i przeprawy. Po „zaliczeniu szkolenia w pokonywaniu przeszkód wodnych” jednostki 17. Korpusu (96. i 97. Dywizji Strzeleckie, 38. i 10. Brygady Czołgów) uformowały kolumny marszowe i ruszyły w stronę Tarnopola. Jednostki szybkie prześcignęły piechotę i już wieczorem 10. Brygada Czołgów (98 czołgów T-28 i 40 BT, 19 wozów pancernych) weszły do miasta. Nacierająca od północy 24. Brygada Czołgów (305 czołgów BT, 8 T-26, 28 wozów pancernych) pułkownika P. S. Fotczenkowa, wspólnie ze 136. Pułkiem Strzeleckim 97. Dywizji, przeszła przez Dobrowody i obchodząc Tarnopol od północnego zachodu około godziny 22:00 dotarła do jego zachodnich krańców, gdzie przystąpiła do oczyszczania ich z polskich jednostek.
Choć nie napotkano zorganizowanego oporu, nie obeszło się bez sporadycznej wymiany ognia. I tak kilku polskich żołnierzy wraz z dwoma oficerami ustawiło ckmy na wieży kościoła w centrum miasta i rozpoczęło obstrzał sowieckich wojsk. ,,Nieoczekiwanie z kościoła chlusnął po ulicy ogień z karabinów maszynowych - wspominał S. M. Sztemenko. - Zarżały konie, rozbiegli się ludzie. Odpowiedziano ogniem. Nie przerwano go aż do samego rana. Od czasu do czasy strzelanina rozlegała się to w jednym, to w drugim końcu miasta. W kościele znaleźliśmy całe zwały pustych łusek, ale tego, kto strzelał po ulicy, nie udało się schwytać. Mówiono, że był to ksiądz, który wyśliznął się przez ukryte wyjście”. (...)
RADOŚĆ ZWYCIĘZCÓW
Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski oznaczało rozpoczęcie nowego etapu stosunków dyplomatycznych między Rzeszą a ZSRR, których głównym zadaniem było unikanie mogących zachodzić ,,nieoczekiwanych i przypadkowych zdarzeń''. Wieczorem 18 września w rozmowie z Schulenburgiem Stalin ,,jakoś tak nieoczekiwanie'' rzucił, że strona sowiecka ma wątpliwości, czy niemieckie dowództwo odprowadzi wojska ,,za linię, która była określona w Moskwie'' i czy generałowie zgodzą się na zwrot zdobytych terenów. Poseł potwierdził, że Niemcy ,,są zdecydowane wypełniać warunki moskiewskiej umowy'', a uczestniczący w rozmowie generał Koestring odpalił: ,,Niemieckie siły zbrojne wykonają tylko to, co rozkaże Fuehrer''. (...)
W Wołkowsku odbyły się rozmowy z przedstawicielami niemieckimi określające procedurę wycofania wojsk niemieckich z Białegostoku i przekazania miasta oddziałom 6. Korpusu Kawalerii. Od rana 22 września zdążał tam oddział czołowy 6. Dywizji Kawalerii dowodzony przez pułkownika I. A. Plijewa. Do Białegostoku oddział dotarł o godzinie 13:00 i już trzy godziny później Plijew „przyjął miasto”, a opuściła je niemiecka ariergarda. Marszałek-poeta A. I. Jeremienko nie wytrzymał i puścił wodze fantazji:
„Chodziło o to, że wkrótce powinny się gdzieś tam spotkać dwie armie: wyzwoleńcza Armia Czerwona i rozbójniczy, niemiecko-faszystowski Wehrmacht. Doszło do tego w Białymstoku. Hitlerowcy już weszli do miasta. Natomiast my (?) zaproponowaliśmy im opuszczenie go. Oni wyrazili na to zgodę (??), lecz postawili warunek - do Białegostoku najpierw miała przybyć drużyna wojsk sowieckich w składzie nie więcej niż 120 osób, natomiast nasze pozostałe jednostki miały wkroczyć tu dopiero po odejściu wojsk niemieckich.
Najpierw gubiliśmy się w domysłach: dlaczego Niemcy postawili taki warunek? Później zrozumieliśmy - obawiali się, że żołnierze hitlerowscy zobaczą ciepłe i przyjacielskie przyjęcie naszej armii, podczas gdy do nich mieszkańcy Białorusi odnosili się z nieskrywaną pogardą. (...) Gdy nasi kozacy weszli do miasta, nastąpiło to, czego hitlerowcy obawiali się i próbowali uniknąć. Słuch o wkroczeniu sowieckich wojsk migiem obiegł miasto. Dopiero co bezludne i martwe ulice wnet zapełniły się ludźmi, którzy potokiem ruszyli do centrum. Naszych towarzyszy otoczyły tysiące mieszkańców. Witano ich gorąco, obejmowano jak braci i wręczano kwiaty. Niemieckie dowództwo obserwowało ten obrazek z nieukrywanym rozdrażnieniem. Kontrast przyjęcia Wehrmachtu i naszej armii przez społeczeństwo nie tylko Białegostoku, lecz i innych miast ukazywał bezdenną przepaść, jaka dzieliła dwie armie, reprezentujące dwa różne państwa, dwa światy''. (...)
Interesujące i zagadkowe wydarzenia rozegrały się w Kobryniu. Wydana w 2002 roku kronika historyczna tych miejsc głosi, że po wycofaniu się 18 września Polaków „Mieszkańcy miasta spędzili niespokojną noc, czekając, że w każdej chwili faszyści wedrą się do ich domów. Jednak ranek przyniósł wiadomość, która niosła nadzieję: od wschodu nadciąga Armia Czerwona. Przez kilka dni w Kobryniu panowała anarchia (...) Z inicjatywy byłych członków KPZB, którzy podjęli się ochrony mieszkańców, zaczęto organizować oddziały samoobrony. Do nich przyłączyli się więźniowie obozu w Berezie Kartuskiej (...) Tak narodziła się Gwardia Robotnicza Kobrynia, która położyła koniec szabrownictwu i panice w mieście, zorganizowała ochronę ważniejszych obiektów. Oddziały kilkakrotnie musiały zmierzyć się z podejmowanymi przez dywersantów (?) próbami wysadzenia mostu kolejowego przez Muchawiec''. Wygląda więc na to, że Niemicy cały dzień walczyli o Kobryń, pobili Polaków, ale miasta już nie zechcieli zajmować. Pewnie zachwycali się widokami z drugiej strony rzeki. Nie wiadomo tylko, z czego wzięła się cała ta bijatyka? Niemieccy generałowie, choć „faszyści”, swoich żołnierzy potrafili oszczędzać i pod kule bez sensu nie wystawiali. Moskiewskie negocjacje o linii demarkacyjnej jeszcze się nie rozpoczęły. Cóż więc przeszkadzało niemieckiej 2. Dywizji Zmotoryzowanej w zajęciu Kobrynia? (...)
A tymczasem sowiecko-niemiecka przyjaźń kwitła w najlepszej. Wieczorem 27 września do Moskwy w celu ,,omówienia z rządem ZSRR zagadnień związanych z wydarzeniami w Polsce'' przybył Joachim von Ribbentrop. Na dwa dni przed jego przyjazdem Stalin i Mołotow oznajmili niemieckiemu ambasadorowi, że chcą złożyć dodatkowe propozycje związane ze sprawą polską. Rząd sowiecki zaproponował, jak to wyraził się Schulenburg, ,,dorzucić do niemieckiej porcji'' całe województwo lubelskie i część warszawskiego, leżące na zachód od rzeki Bug, czyli ustalić granicę na linii Curzona. W zamian Kreml poprosił o Litwę. Stalina korciło już, by ,,zabrać się za rozwiązanie problemu państw nadbałtyckich''. (...)
PÓŁNOCNO-ZACHODNIA GRANICA
Niepodległe państwa nadbałtyckie powstały w wyniku rozpadu rosyjskiego imperium, przegranej Niemiec i wydarzeń rosyjskiej wojny domowej.
Pierwsze próby tworzenia zarówno sowieckiej, jak i narodowej władzy zostały zdeptane obcasami armii kajzera, okupującej terytoria nadbałtyckie do wiosny 1918 roku. Zgodnie z postanowieniami pokoju brzeskiego, podpisanego przez bolszewików 3 marca, Rosji udało się wyjść w miarę cało z pierwszej wojny światowej, oddając w zamian część swoich terytoriów, m.in. Litwę, Łotwę i Estonię.
Bałtowie pod lufą pistoletu
Choć obydwie strony zobowiązały się do zachowanie ,,w ścisłej tajemnicy'' punktów dodatkowego protokołu o nieagresji, plotki o przeprowadzonym w Moskwie rozbiorze Europy Wschodniej powstały prawie od razu, wywołując zrozumiały niepokój władz państw nadbałtyckich. Z prośbą o wyjaśnienia zwrócono się natychmiast do przedstawicielstw dyplomatycznych Niemiec i ZSRR. Oczywiście hitlerowscy dyplomaci, podobnie jak ich sowieccy koledzy, zaprzeczyli istnieniu jakichkolwiek umów naruszających suwerenność państw nadbałtyckich. (...)
Formalnego pretekstu do politycznego nacisku dostarczył Sowietom incydent z polskim okrętem podwodnym ORP ,,Orzeł''. (...)
Równolegle z wykręcaniem rąk Estończykom, 27 września prowadzone były w Moskwie rozmowy z Niemcami, podczas których poruszono również sprawy państw nadbałtyckich. Ribbentrop, zorientowany już wcześniej w sowieckich propozycjach złożonych Estonii, i rozumiejąc, że ,,należy je oceniać jako pierwszy krok do rozwiązania problemu nadbałtyckiego'', poprosił sowieckie kierownictwo o informację, ,,kiedy i w jaki sposób ma ono zamiar kompleksowo uregulować te sprawy''. Zainteresował go pomysł Stalina o utworzeniu w Estonii ,,pod płaszczykiem traktatu o wzajemnej pomocy'' baz wojskowych, zapytał również, ,,czy rząd sowiecki zamierza powoli przejmować Estonię, a być może i Łotwę''. Na to pytanie Stalin odpowiedział twierdząco. (...)
28 września, gdy Ribbentrop lornetował baletnice z ,,Jeziora łabędziego'', z estońską delegacją dopracowywano teksty i ustalano miejsca bazowania sowieckiej floty. Największy sprzeciw Estończyków wzbudziła chęć Moskwy ulokowania swej bazy marynarki wojennej w samym Tallinie (...) Rząd estoński uważał, że dla obsługi i ochrony sowieckich lotnisk i baz całkowicie wystarczy 5 tysięcy wojskowych. Józef Wissarionowicz podał cyfrę 25 tysięcy, i to jako minimum, uzasadniając ją ,,po koleżeńsku'': ,,,Gdy będzie zbyt mało wojska, okrążycie je i zlikwidujecie''. Zaszokowało to nowo pozyskanych sojuszników Stalina: ,,To są obraźliwe sugestie. Podpisujemy umowę sojuszniczą, a wy rozmawiacie z nami, jak byśmy byli najgorszymi wrogami, którzy tylko szukają okazji do napaści''. (...)
Kolejnym punktami planu Stalina były Litwa i Łotwa.
29 września, ledwie pożegnawszy się z Ribbentropem, Mołotow wezwał do siebie litewskiego posła Ladasa Natkieviciusa i poinformował go, że należy podjąć bezpośrednie rozmowy dotyczące zagranicznej orientacji Litwy. (...)
18 października, o godzinie ósmej rano, po zakończeniu wzajemnych powitań, odegraniu hymnów państwowych i armatnich salutach, w ściśle wyznaczonych miejscach na granicy, z dwu kierunków, od strony Narwy i Peczory, wkroczyła do Estonii Armia Czerwona.
W odróżnieniu od wcześniejszych ,,stref stalinowskich wpływów'', Finlandia nie miała ochoty ,,na żadne zmiany'' - ani terytorialne, ani polityczne. Bezczelnie odrzuciła narzucany traktat o rozmieszczeniu na jej terytorium cudzoziemskich baz, jak też ,,sprawiedliwe żądania'' Kremla w rodzaju: ,,wycofać swoje wojska jak najdalej'' lub zamienić Przesmyk Karelski i Półwysep Rybacki na karelską tundrę. Zdenerwowany tym towarzysz Stalin postanowił zerwać stosunki dyplomatyczne oraz traktat o nieagresji i spuścić Finom pokazowe lanie. ,,Wkrótce - uprzedzała ,,Prawda'' w czołówce o intrygującym tytule 'Błazen w fotelu premiera' - Kajander będzie mógł sprawdzić w praktyce, że to nie marionetki fińskiego rządu, lecz obecne kierownictwa Estonii, Łotwy i Litwy, które podpisały z ZSRR traktaty o wzajemnej pomocy, są dalekowzrocznymi politykami''.
Vladimir Beshanov "Czerwony Blitzkrieg"
-
=>Witek
bardzo ciekawe i mało znane szzcegóły. Dzieki i pozdrawiam. Mam nadzieję też na kontynuację :)
-
Witek
Pamiętam jak wyszedł Lodołamacz... wszyscy "poważni historycy" wyśmiewali książkę, żaden nie chciał merytorycznie rozmawiać o jej zawartości... dziś to już chyba nikt nie bredzi o miłującym pokój ZSRR i słabej, pozbawionej sprzętu Armii Czerwonej...
-
@Pszczelarz
Zgoda, trzeba przyznać Suworowowi, że odmienił sposób myslenia o czerwcu 41 roku chyba na zawsze!. Sam pamietam, jak mój ojciec, zajmujący sie przez wiele lat historią XX w. nie mógł mu uwierzyć, też dał sobie wcisnąc rosyjska propagandę, jak zreszta wszyscy.
A znał sie naprawde na tych sprawach, w 80 r wydał w podziemiu "IV rozbiór Polski", który narobił wtedy naprawde dużego szumu!
-
@marek.w & Pszczelarz
Tak, Suworow-Rezun był pierwszym, który odkrył nam prawdziwy obraz 1941 r. i lat go poprzedzających z pkt. widzenia Stalina i jego Czerwonej Armii.
Mimo pewnych jego wad i niedociągnięć (kto ich nie ma?), należy mu się uznania i palma pierszeństwa.
To w pewnym sensie Sołżenicyn historii sowieckiej 1937-41 - otwierający oczy nam wszystkim.
Bardzo go nienawidzą "patrioci dawno zdechłego Sowieckiego Sojuza, co żyje w ich sercach"...
Pozdrawiam serdecznie
-
@dry
Jaką kontynuację? Książki przepisywać dalej nie będę, tylko ją mogę jeszcze raz polecić. Chyba, że masz coś innego na myśli? Np. ciąg dalszy od Bieszanowa. Popieram.
A szczegóły smaczne, dlatego książką bardzo mnie się spodobała.
Mam jeszcze jeden urywek z książki Bieszanowa „Czerwony Blitzkrieg”:
Na zakończenie dla pełnego obrazu Szarikowów typowo bolszewicko bezczelna odpowiedź Wiaczesława Mołotowa, ministra spraw zagranicznych ZSRR (i premiera rządu jednocześnie), tego samego od określenia Polski jako „pokracznego bękarta Wersalu”, na amerykańską krytykę sowieckiej aneksji krajów nadbałtyckich w 1940 r.:
„Wiemy, że niektórym w USA nie po myśli są sukcesy sowieckiej polityki zagranicznej. Przyznam jednak, że mało to nas obchodzi. Jednak to, że władze USA bezprawnie zajęły złoto niedawno „kupione” (sic! i cudzysłów ode mnie – W.) przez nasz sowiecki Bank Państwowy w bankach Litwy, Łotwy i Estonii, musi wywołać nasz zdecydowany protest.
W tym wypadku możemy tylko przypomnieć, rządowi USA i Anglii, o ich odpowiedzialności za te bezprawne działania”
- Niezłe, nie? Podbić, zniewolić (ewolucyjnie, etapami, szantażem i groźbami bezwzględnego użycia siły) 3 niepodległe, małe państewka i jeszcze grozić państwu, które zgodziło się resztkami suwerenności tych nieszczęsnych państewek zaopiekować się, ocalić, konsekwencjami za, cytuję: „bezprawne działania”.
http://bezwodkinierazbieriosz.salon24.pl/382928,klamstwo-katynskie-i-wilenskie-patriotow-zwiazku-sowieckiego
Pozdrawiam
Piszę w lubczasopismach
-
26.12.2011 22:15
-
26.12.2011 22:14
-
26.12.2011 22:08
-
26.12.2011 12:56
Ostatnie notki
-
Vladimir Beshanov "Czerwony Blitzkrieg"
Szczerze polecam czytaną jeszcze przez mnie książkę Władimira Bieszanowa (pardon le mot, za podaną w tytule notki...
20.01.2012 12:04 5 -
Wywiązałem się z obietnicy: 17.12.1970 - 15.01.1961
17 grudnia 2011 r. napisałem: "A Rosjanie już w 1961 r. mieli swojego Janka Wiśniewskiego. W tradycyjnie...
15.01.2012 12:30 5 -
Rewolucji w Rosji nie będzie
Rewolucji w Rosji na razie nie będzie… Na razie to jest w najbliższym czasie – do marca na pewno....
25.12.2011 13:26 55
Moje ostatnie komentarze
-
Nemo49 kilka godzin later: "Tak, przewinęło się przez nie wielu fajnych ludzi - i co z tego?...
27.01.2012 20:15
-
Jaki synku? sowa (patrz jak sie samoograniczam ;) sokola nie wykluje. Forum, przez ostatni...
27.01.2012 19:56
-
>> "Trudno jednoznacznie stwierdzić kto bardziej odpowiada za decyzję o podejściu do 100...
27.01.2012 14:43
-
1. Tresc rozmow wskazuje, ze probali sie "rozejrzec". Wchodzi, ze za nisko sie "rozgladali". Mimo...
27.01.2012 14:28
-
- "O tym nikomu nie wiadomo i nigdy nie powinno sie o tym mowic" ("MiM. Scena W.z bufetowym) ...
27.01.2012 14:20
Najpopularniejsze notki
-
Rewolucji w Rosji nie będzie
komentarze: 55
-
Wojna o Iran - konwencjonalna czy pierwsza XXI-wieczna?
komentarze: 17
-
Stan wojenny w Syrii i wspomnienie o Gdyni'1970
komentarze: 16
-
Miller o suwerenności Polski w 1939 r.
komentarze: 9
-
Czy będzie w Iranie trzęsienie ziemi?
komentarze: 7
Aktywne dyskusje
-
Rewolucji w Rosji nie będzie
komentarze: 55ostatnio: WITEK
-
Vladimir Beshanov "Czerwony Blitzkrieg"
komentarze: 5ostatnio: WITEK
-
Wywiązałem się z obietnicy: 17.12.1970 - 15.01.1961
komentarze: 5ostatnio: STAN.S.
-
Stan wojenny w Syrii i wspomnienie o Gdyni'1970
komentarze: 16ostatnio: WITEK
-
Wojna o Iran - konwencjonalna czy pierwsza XXI-wieczna?
komentarze: 17ostatnio: WITEK
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Almanzor 200 5276
- Beret w akcji 157 5676
- Forum Rosja-Polska 270 435
- Godziemba 298 8309
- Grudeq 577 4824
- lestat 1576 8371
- Znaki Czasu 32 117
Polecam strony
- wschody
- o Żydach, Holocauście i polskiej pomocy
- NAJLEPSZA STRONA O "KOLUMBACH" Z "ZOŚKI" I "PARASOLA"
- DZIEŃ CHWAŁY NAJWIĘKSZEJ BAONU "ZOŚKA"
- Blog Lwowianki
- Lestata text o Gdańszczan narodowości - świetny!
- Foxx
- 2-gi sierpnia'44: Za tę jedną scenę oddałbym życie ! Kiedy film?
- Пана Твардовского, шляхтича герба Грызима и его соседа старого лиса заметки
- Kościuszko - Dlaczego czcimy tego przegranego? Koniec mitu Naczelnika Najwyższego Siły Zbrojnej Narodowej
- Znaczenie Powstania Warszawskiego dla Europy i świata
- A Stalin czekał...aż się Powstanie dopali
- Historyczno-ciekawy blog Biskupa-Biszopa
- Kucharki III RP - o rodzicach obecnych mendialnych "elit"
- Notki dr od historii Ratajczaka


